
Wakacje bez ścisku i wysokich cen. Znużenie zatłoczonymi plażami, rosnącymi cenami i kurortami wyglądającymi jak kopia kopii sprawia, że wiele osób zaczyna szukać mniej oczywistych kierunków. Liczy się spokój, bardziej autentyczna atmosfera i poczucie, że nie trzeba przepłacać za „wakacyjny standard”. Właśnie dlatego na znaczeniu zyskują Bałkany, a także chłodniejsze regiony Europy Północnej.

Czarnogóra przyciąga jak magnes
Jeszcze niedawno dla wielu osób Czarnogóra była głównie krótkim przystankiem w drodze do Chorwacji. Teraz ten niewielki kraj nad Adriatykiem coraz częściej staje się celem samym w sobie. Powód jest prosty: w jednym miejscu można połączyć góry, plaże i zabytkowe miasta, a przy tym często wydać mniej niż w najbardziej obleganych kurortach regionu.
Największą uwagę przyciąga Zatoka Kotorska oraz klimatyczne miejscowości takie jak Perast i Kotor. W sieci regularnie przewija się porównanie, że to „jak Chorwacja, tylko taniej”, co dodatkowo napędza zainteresowanie. Młodsi podróżnicy podkreślają też, że łatwo tu połączyć zwiedzanie z wypoczynkiem nad wodą bez poczucia, że każdy dzień kosztuje fortunę.
Przeczytaj też: Nie Kraków i nie Warszawa. To polskie miasto podbiło prestiżowy ranking CNN
Bałtyk zamiast upałów
Nie każdy chce spędzać urlop w 40-stopniowym skwarze, zwłaszcza gdy lato w wielu miejscach Europy bywa coraz bardziej męczące. Dlatego rośnie zainteresowanie chłodniejszymi kierunkami, w tym wyjazdami nad Bałtyk. Estonia, Litwa i Finlandia kuszą spokojniejszym tempem, umiarkowanym klimatem i brakiem typowej „kurortowej gorączki”.
Tallin przyciąga średniowieczną starówką, Helsinki nowoczesnym stylem życia, a litewskie wybrzeże oferuje szerokie plaże, na których łatwiej o oddech niż na południu Europy. Coraz częściej jako alternatywa przewija się też niemiecka wyspa Rugia. Kredowe klify, małe rybackie miejscowości i rozległe parki narodowe sprawiają, że region zaczyna pojawiać się na listach zamienników dla klasycznych wakacji w Hiszpanii czy we Włoszech.
Wakacje bez ścisku i wysokich cen – Albania

Albania notuje ogromny wzrost zainteresowania i dla wielu staje się najbardziej „gorącą” alternatywą w tej części Europy. Jeszcze niedawno była kierunkiem dla bardziej dociekliwych, a dziś przekonuje turkusową wodą, dziką przyrodą i cenami, które wciąż bywają wyraźnie niższe niż w Grecji czy Chorwacji. Popularny jest też sprytny sposób dotarcia na albańską riwierę: przelot na greckie Korfu, a potem krótki rejs promem do Sarandy.
Na tym jednak nie koniec, bo Albania ma do zaoferowania nie tylko plaże. Coraz więcej osób planuje też zwiedzanie historycznych miast wpisanych na listę UNESCO, takich jak Berat i Gjirokastra. Dodatkowym atutem pozostaje lokalna kuchnia i mniej skomercjalizowany charakter wielu miejsc, co dla części turystów bywa dziś ważniejsze niż luksusowe hotele przy głównej promenadzie. Przeczytaj też: Sprzedali dom, meble i niemal cały dobytek. Dziś mieszkają wyłącznie na statkach wycieczkowych
