
Było już południe, gdy na stacji benzynowej przy drodze krajowej SS106 w Amendolarze, w prowincji Cosenza, ktoś oblał minivana benzyną i podpalił go zapalniczką. W środku jechało pięciu mężczyzn — robotników sezonowych z zagranicy, którzy przez tygodnie pracowali przy zbiorach truskawek we Włoszech. Czterech z nich zginęło w płomieniach.
Piąty przeżył cudem. Rozbił szybę głową i wydostał się na zewnątrz.

Pracowali przy zbiorach truskawek we Włoszech. „Spalili ich, kiedy upomnieli się o pieniądze”
Jedyny ocalały mieszkał razem z ofiarami w miejscowości Villapiana (Kalabria). To właśnie jego zeznania, w połączeniu z nagraniami z monitoringu stacji paliw, pozwoliły prokuraturze w Castrovillari zatrzymać dwóch sprawców w ciągu doby.
Ocalały powiedział mediom coś, czego trudno słuchać bez drżenia: „Dawali nam jedzenie, dawali nam dach nad głową. Ale pieniędzy — nie”.
Robotnicy przez długi czas upominali się o swoje wynagrodzenie. Według jego relacji sprawcy grozili im nożami i pistoletem, wymuszając posłuszeństwo i odbierając część zarobków pod pozorem opłat za transport. Kiedy pracownicy po raz kolejny odmówili płacenia — doszło do tragedii.
Nagrania z kamer monitoringu pokazują, jak dwaj mężczyźni blokują drzwi pojazdu od zewnątrz, wrzucają coś do środka i uciekają po pierwszym wybuchu płomieni. Ocalały, mimo rozległych oparzeń, wydostał się z busa przez rozbite okno.
Caporalato — współczesne niewolnictwo
Żeby zrozumieć, co wydarzyło się pod Amendolarą, trzeba wiedzieć, czym jest caporalato. To forma współczesnego niewolnictwa. Jego ofiarami najczęściej padają pracownicy z zagranicy, przyjeżdżający na południe Włoch do pracy przy zbiorach owoców i warzyw.
Są werbowani obietnicami atrakcyjnych zarobków, zapewnionego transportu i zakwaterowania. Na miejscu okazuje się jednak, że transport i dach nad głową nie są żadnym benefitem, lecz długiem, który z dnia na dzień rośnie i którego nie sposób spłacić.
Tym mechanizmem zarządza caporale — pośrednik, swoisty „kapral”, który rekrutuje robotników bez umów, dowozi ich na pola i pobiera prowizję od właścicieli ziemskich. Pracownicy nie wiedzą, ile naprawdę zarobią — caporale zabiera część ich wynagrodzenia za sam fakt, że zorganizował im pracę i transport. Kto próbuje odejść, ryzykuje przemoc. Kto upomina się o pieniądze — ryzykuje życie.
Jak informuje portal informacalabria.it system ten opiera się na wynagrodzeniach znacznie niższych od stawek przewidzianych w układach zbiorowych, wielogodzinnej pracy bez odpoczynku i całkowitym braku zabezpieczeń.
Zjawisko nie jest ani nowe, ani ograniczone do jednego regionu. W Sibarytydzie, obejmującej okolice Amendolary, sezonowe zbiory oliwek, cytrusów, brzoskwiń i ryżu opierają się w dużej mierze na pracy migrantów werbowanych przez caporali.
„Ziemia Obiecana” — kiedy ofiarami byli Polacy
Ten sam mechanizm działa od lat. I od lat zmieniają się jedynie ofiary.
W lipcu 2006 roku w Apulii na południu Włoch uwolniono ponad stu Polaków przetrzymywanych w nieludzkich warunkach i zmuszanych do pracy na plantacjach za głodowe stawki. Operacja nosiła kryptonim „Ziemia Obiecana”.
Włoscy karabinierzy i polscy policjanci przeprowadzili skoordynowaną akcję jednocześnie w okolicach Bari i Foggii oraz w kilku województwach w Polsce.
Nasi rodacy trafiali tam zwabieni ogłoszeniami o dobrze płatnej pracy przy zbiorach owoców i warzyw. Gangsterzy pobierali opłaty rekrutacyjne i organizowali transport. Na miejscu czekała jednak rzeczywistość obozów pracy.
Opór tłumiono biciem, szczuciem psami i grożeniem bronią. Strażnicy sami nazywali siebie „kapo”.
Szacuje się, że przez obozy pracy w okolicach Foggii przewinęło się około 600 Polaków. Za zaginione w regionie Apulii uznano 119 osób. Wielu z nich nigdy nie odnaleziono.
Wyroki od czterech do dziesięciu lat więzienia usłyszało 16 Polaków oraz obywatele innych państw, skazani za udział w międzynarodowej grupie przestępczej, handel ludźmi i zmuszanie do niewolniczej pracy. Przeczytaj także: Małżeństwo z Polski skazane za handel kobietami. Najmłodsza ofiara miała 17 lat
„Mafia. Rozumiesz? Mafia”
Ocalały z tragedii pod Amendolarą nie szuka wyszukanych słów. Mówi krótko:
„Mafia. Capito? Mafia”.
Czterech zamordowanych miało od 19 do 29 lat. Pochodzili z Pakistanu i Afganistanu. Według relacji jedynego ocalałego od dłuższego czasu domagali się wypłaty należnych im pieniędzy.
Śledczy zatrzymali w ciągu doby dwóch podejrzanych o dokonanie zbrodni. Są nimi dwaj obywatele Pakistanu. Według włoskich mediów pełnili rolę kapo nadzorujących pracowników sezonowych i egzekwujących od nich nielegalne opłaty.
