Przejdź do treści

Ta bakteria może dostać się do organizmu przez niewielką ranę. Naukowcy obserwują niepokojący trend

12/06/2026 08:59 - AKTUALIZACJA 12/06/2026 08:59
groźna bakteria w morzu Foto: osoby kapiące się w morzu

„Mięsożerna bakteria” w oceanach przestaje być problemem kojarzonym wyłącznie z najcieplejszymi rejonami świata. Jeszcze niedawno mówiło się o niej głównie w kontekście Zatoki Meksykańskiej, a dziś coraz częściej pojawia się dalej na północ. Chodzi o bakterie z grupy Vibrio, które media określają mianem „mięsożernych”, bo w skrajnych przypadkach zakażenie potrafi postępować błyskawicznie. Naukowcy ostrzegają, że ocieplające się oceany tworzą dla nich idealne warunki, a do infekcji może dojść nawet przez drobne skaleczenie podczas kąpieli lub po zjedzeniu owoców morza.

groźna bakteria w morzu Foto: bakterie na szkle laboratoryjnym

Groźna bakteria w morzu

Vibrio to grupa bakterii naturalnie występujących w ciepłych, słonawych wodach. Większość odmian nie jest groźna dla człowieka, ale niektóre mogą prowadzić do wyjątkowo ciężkich zakażeń. Szczególny niepokój budzi Vibrio vulnificus, uznawana za najniebezpieczniejszą z tej grupy, bo potrafi wniknąć do organizmu nawet przez niewielką ranę podczas pływania w morzu.

W skrajnych przypadkach infekcja rozwija się w ekspresowym tempie. Skóra może puchnąć, ciemnieć i obumierać, a bez szybkiego podania antybiotyków grozi sepsą i śmiercią nawet w ciągu 24 godzin. Do zakażenia może dojść także po spożyciu surowych owoców morza, zwłaszcza ostryg.
Przeczytaj też: Inwazja ośmiornic u wybrzeży Wielkiej Brytanii. Naukowcy mówią o bezprecedensowym zjawisku

Ocean się ociepla, bakterie ruszają na północ

Naukowcy podkreślają, że zmiany klimatyczne przyspieszają rozprzestrzenianie się Vibrio. Bakterie najlepiej czują się w cieplejszej wodzie, dlatego wraz ze wzrostem temperatury mórz i oceanów zaczynają pojawiać się w regionach, które wcześniej były dla nich zbyt zimne. Badania wskazują, że granica występowania groźnych zakażeń przesuwa się średnio o około 50 kilometrów rocznie.

Choć przypadki zakażeń Vibrio vulnificus wciąż są stosunkowo rzadkie, lekarze traktują je bardzo poważnie. Jak podaje The Guardian, amerykańskie CDC szacuje, że co roku dochodzi do około 150–200 ciężkich zakażeń tym szczepem. Śmiertelność może sięgać nawet 50 procent, szczególnie u osób starszych, diabetyków i pacjentów z obniżoną odpornością.

Po falach upałów i huraganach przypadków przybywa

W ostatnich latach liczba zachorowań zaczęła jednak gwałtownie rosnąć, zwłaszcza po falach upałów i silnych sztormach. Władze Florydy odnotowały więcej zgonów po huraganach, które wtłaczały słonawą wodę głęboko w ląd, tworząc lepsze warunki dla rozwoju bakterii. Eksperci zwracają uwagę, że Vibrio staje się też swego rodzaju „alarmem klimatycznym” – jej nagłe pojawienie się może sygnalizować wyjątkowo wysokie temperatury wody.

Z punktu widzenia osób podróżujących to ważna informacja, bo ryzyko nie dotyczy już wyłącznie jednego regionu. Wraz z ocieplaniem się akwenów bakterie mogą pojawiać się w nowych miejscach, także tam, gdzie wcześniej praktycznie ich nie notowano. To oznacza, że służby zdrowia i sanepid muszą szybciej reagować, a turyści powinni mieć świadomość, jak łatwo może dojść do zakażenia.

Naukowcy chcą przewidywać zagrożenie

Badacze z Uniwersytetu Florydy i Uniwersytetu Maryland pracują nad systemem wczesnego ostrzegania przed Vibrio. Tworzony model ma analizować temperaturę wody, zasolenie oraz dane satelitarne, aby prognozować, gdzie ryzyko zakażeń będzie największe. Cel jest konkretny: ostrzegać szpitale i służby sanitarne nawet miesiąc wcześniej, zanim sytuacja zacznie wymykać się spod kontroli.

Eksperci zaznaczają jednocześnie, że nie ma powodu do paniki. Ryzyko ciężkiego zakażenia nadal pozostaje niewielkie, ale osoby z otwartymi ranami lub problemami zdrowotnymi powinny zachować szczególną ostrożność podczas kąpieli w ciepłych wodach. Zalecają też unikanie jedzenia surowych owoców morza, jeśli nie ma pewności co do ich pochodzenia i sposobu przechowywania.