
Wakacyjny lot z Majorki do Polski zakończył się poważnym incydentem na pokładzie. Jeden z pasażerów zakłócił przebieg rejsu, a w pewnym momencie sytuacja przybrała taki obrót, że sprawa trafiła później przed polski sąd. Ponad rok po wydarzeniach zapadł wyrok. Ryanair poinformował o konsekwencjach, jakie poniesie mężczyzna, i po raz kolejny przypomniał o zasadzie „zero tolerancji” wobec agresywnych pasażerów.

Do zdarzenia doszło 8 czerwca 2025 roku na pokładzie samolotu Ryanaira lecącego z Palmy de Mallorca do Poznania. Chodzi o rejs FR954, popularne wakacyjne połączenie między hiszpańską wyspą a stolicą Wielkopolski.
Jak informuje niemiecka „Mallorca Zeitung”, powołując się na komunikat irlandzkiego przewoźnika, jeden z pasażerów poważnie zakłócił przebieg lotu. Sprawa nie ograniczyła się jednak wyłącznie do niewykonywania poleceń personelu.
Incydent na pokładzie samolotu z Majorki do Poznania
Z informacji opublikowanych w polskich mediach wynika, że podczas rejsu pasażer naruszył nietykalność osobistą jednego z członków personelu pokładowego. Sprawa trafiła następnie do Sądu Rejonowego Poznań-Grunwald i Jeżyce w Poznaniu.
Ryanair nie ujawnił szczegółowego przebiegu wydarzeń. Nie wiadomo więc, co doprowadziło do konfliktu ani w jaki dokładnie sposób zachowywał się mężczyzna przed incydentem z udziałem członka załogi. Brakuje również potwierdzonych informacji, że pasażer znajdował się pod wpływem alkoholu.
Wiadomo natomiast, że wydarzenia na pokładzie miały dla niego poważne konsekwencje. Sąd uznał pasażera za winnego i wymierzył mu karę finansową.
Polski sąd wydał wyrok. Pasażer musi zapłacić 5,5 tys. zł
Jak informują media, sąd wymierzył mężczyźnie grzywnę w wysokości 3 tys. zł. Dodatkowo nakazał mu zapłacić 2,5 tys. zł na rzecz poszkodowanego członka personelu pokładowego.
Łącznie pasażer musi więc zapłacić 5,5 tys. zł, czyli około 1280 euro. „Mallorca Zeitung” podaje te kwoty w przeliczeniu jako odpowiednio około 700 i 580 euro.
Ryanair opublikował komunikat, informując, że „z zadowoleniem przyjął decyzję polskiego sądu”. Przewoźnik podkreśla, że nie toleruje niewłaściwego zachowania wobec członków załogi ani innych osób znajdujących się na pokładzie.
Linia od dłuższego czasu prowadzi politykę „zero tolerancji” wobec agresywnych i uciążliwych pasażerów. Coraz częściej nagłaśnia również przypadki, w których osoby zakłócające lot ponoszą konsekwencje finansowe lub odpowiadają przed sądem.
Przeczytaj także: Samolot wpadł w silne turbulencje, kilkanaście osób zostało rannych. Jeden pasażer doznał złamania kręgosłupa
Ryanair coraz ostrzej reaguje na awantury na pokładach
Problem jest szczególnie widoczny na popularnych trasach wakacyjnych. Pasażer, który nie wykonuje poleceń załogi lub zachowuje się agresywnie, może nie tylko stwarzać zagrożenie dla innych osób, ale również doprowadzić do opóźnienia rejsu, zmiany trasy, a w skrajnych przypadkach do nieplanowanego lądowania.
Ryanair wielokrotnie podkreślał, że takie sytuacje generują dodatkowe koszty i powodują utrudnienia dla setek podróżnych. Przewoźnik zapowiada więc konsekwentne działania wobec osób, które zakłócają porządek na pokładzie.
Najnowszy wyrok nie jest pierwszą tego typu sprawą rozpatrywaną w ostatnich miesiącach przez polski sąd.
Awantura na innym pokładzie Ryanaira. Samolot musiał awaryjnie lądować
W maju pisaliśmy o znacznie poważniejszym incydencie na pokładzie rejsu FR2746 z Londynu Stansted do Kowna. Do zdarzenia doszło 24 lipca 2024 roku. Jeden z pasażerów nie wykonywał poleceń załogi i zachowywał się agresywnie słownie wobec personelu. Sytuacja stała się na tyle poważna, że załoga zdecydowała o zmianie trasy.
Samolot, którym podróżowało ponad 180 pasażerów, a na pokładzie pracowało sześciu członków załogi, został przekierowany na lotnisko Warszawa-Modlin. Po wylądowaniu interweniowały polskie służby.
Sprawa również trafiła przed sąd. Sąd Rejonowy Warszawa-Modlin uznał pasażera za winnego i nałożył na niego karę w wysokości 17 tys. zł. Ryanair, komentując tamten wyrok, podkreślił, że incydenty z udziałem agresywnych pasażerów narażają innych podróżnych i załogę na stres, a jednocześnie generują poważne koszty operacyjne.
