Przejdź do treści

Mama trójki dzieci czuła się „jak w dziewiątym miesiącu ciąży”. Gdy lekarze ją zbadali, odkryli przerażającą prawdę

08/07/2026 11:15 - AKTUALIZACJA 08/07/2026 16:10
Czuła się „jak w dziewiątym miesiącu ciąży” Foto: kobieta w szpitalu

Czuła się „jak w dziewiątym miesiącu ciąży”. 33-letnia Becky Small, mama trójki dzieci z Wielkiej Brytanii, przez wiele tygodni zmagała się z silnymi wzdęciami. Jej brzuch stawał się coraz większy i twardszy, a dolegliwości były tak uciążliwe, że nie mogła spać ani swobodnie się poruszać. Początkowo sądziła, że problem ma związek z zespołem policystycznych jajników, na który chorowała od lat. Niestety, kolejne wizyty u lekarzy nie przyniosły odpowiedzi, a prawdziwa diagnoza okazała się szokująca.

Czuła się „jak w dziewiątym miesiącu ciąży” Foto: szpitalny korytarz, biegnący lekarz

Dwie błędne diagnozy

Pierwszy lekarz podejrzewał stan zapalny i zlecił badanie moczu, które nie wykazało żadnych nieprawidłowości. Becky otrzymała leki przeciwzapalne i usłyszała, że objawy powinny ustąpić w ciągu kilku dni. Tak się jednak nie stało. Kiedy zgłosiła się do innej przychodni, usłyszała, że prawdopodobnie cierpi na zapalenie żołądka i jelit. Jak twierdzi kobieta, lekarz nie przeprowadził nawet badania brzucha, ograniczając się jedynie do przepisania kolejnych leków. Tymczasem jej stan gwałtownie się pogarszał.

Czuła się „jak w dziewiątym miesiącu ciąży”

Na początku maja brzuch Becky był już „twardy jak skała”. Kobieta miała problemy z oddychaniem i chodzeniem. Jak sama wspomina, jedynym porównaniem było uczucie, jakby była w zaawansowanej ciąży. Zaniepokojona postanowiła samodzielnie zgłosić się na szpitalny oddział ratunkowy. Tam lekarze natychmiast przeprowadzili szczegółowe badania, w tym tomografię komputerową i badania krwi. Byli zaskoczeni, że wcześniej nie wykonano ich podczas poprzednich konsultacji.

Diagnoza, która zmieniła wszystko

Jeszcze tego samego dnia Becky usłyszała, że wykryto zmiany na obu jajnikach oraz nerce. Po wykonaniu biopsji lekarze potwierdzili najgorszy scenariusz – nowotwór jajnika w czwartym stadium z przerzutami. Chemioterapię rozpoczęła zaledwie cztery dni po postawieniu diagnozy. Przed nią jeszcze kolejne cykle leczenia oraz rozległa operacja. Mimo trudnej sytuacji kobieta stara się zachować optymizm i nie chce znać swoich rokowań. Jak mówi, woli skupić się na czasie spędzonym z rodziną niż żyć w ciągłym strachu.
Przeczytaj też: Czerwony alarm przed wakacjami. W tych krajach Europy szerzy się jedna z najbardziej zakaźnych chorób świata

Cichy nowotwór, którego nie wolno lekceważyć

Rak jajnika często rozwija się bez charakterystycznych objawów, dlatego bywa nazywany „cichym zabójcą”. Do najczęstszych symptomów należą uporczywe wzdęcia, uczucie pełności, bóle brzucha lub miednicy, częste oddawanie moczu oraz ból pleców. Ponieważ objawy te mogą przypominać wiele mniej groźnych schorzeń, łatwo je zbagatelizować.
Przeczytaj też: Zrozpaczeni rodzice ostrzegają: „Straciliśmy naszą córkę przez niedobór witaminy B12”

Historia Becky jest poruszającym przypomnieniem, że utrzymujące się, nietypowe dolegliwości zawsze warto skonsultować i – jeśli objawy nie ustępują – domagać się pogłębionej diagnostyki. Kobieta podkreśla, że chce ostrzec inne kobiety przed bagatelizowaniem sygnałów wysyłanych przez organizm – pisze The Sun. Wierzy, że dzięki większej świadomości choć jedna osoba uniknie podobnych doświadczeń i otrzyma pomoc odpowiednio wcześnie.