
Mieli wreszcie polecieć na wakacje do Hiszpanii. Za nimi była już noc spędzona na lotnisku, wielogodzinne opóźnienie, start w środku nocy i nagły powrót do Poznania niedługo po starcie. Kiedy nad ranem pasażerowie opuszczali Ławicę, usłyszeli, że kolejna próba odbędzie się o godz. 14.00. Wielu pojechało więc do hoteli, żeby choć przez kilka godzin odpocząć. Kiedy około południa wrócili na lotnisko, czekała na nich wiadomość, której zupełnie się nie spodziewali. Samolotu już nie było.

Historia pasażerów Ryanaira lecących z Poznania do hiszpańskiej Girony zaczęła się we wtorek, 25 sierpnia. Rejs FR5123 miał wystartować z lotniska Poznań-Ławica o godz. 18.50. Pojawiło się jednak opóźnienie.
Ostatecznie pasażerowie weszli na pokład dopiero około godz. 2.30 w nocy. Pół godziny później samolot wzbił się w powietrze. Wydawało się, że po wielu godzinach oczekiwania podróżni wreszcie ruszyli w drogę do Hiszpanii.
Lot nie trwał jednak długo. Krótko po starcie załoga podjęła decyzję o powrocie na Ławicę. Ryanair potwierdził później, że przyczyną była usterka techniczna samolotu.
Koszmar pasażerów lotu z Poznania do Girony
Jedna z pasażerek opowiadała „Głosowi Wielkopolskiemu”, że sytuacja była bardzo nerwowa. Około godz. 3.30 samolot ponownie wylądował w Poznaniu.
Podróżni musieli ponownie opuścić maszynę. Otrzymali wówczas informację, że samolot zostanie sprawdzony, a kolejny wylot zaplanowano na następny dzień, na godz. 14.00.
Według relacji pasażerów przewoźnik poinformował ich również, że nie może zapewnić wszystkim noclegu. Podróżni mogli znaleźć hotel na własną rękę i później wystąpić o zwrot poniesionych kosztów.
Około godz. 4.30 nad ranem część pasażerów opuściła więc lotnisko. Po całej nocy oczekiwania ludzie pojechali odpocząć.
Kilka godzin później sytuacja zmieniła się po raz kolejny.
Przeczytaj także: Samolot z Grecji wystartował bez części bagaży. Kapitan: „To ja decyduję”
Wrócili na lotnisko. Samolot już odleciał
Mechanikom udało się usunąć usterkę wcześniej, niż zakładano. Samolot został dopuszczony do lotu, a godzinę startu przesunięto z 14.00 na około 10.00 rano.
Według Ryanaira przewoźnik poinformował pasażerów o zmianie. Linia przekazała, że o godz. 5.46 wysłała do nich wiadomości e-mail oraz SMS-y z nową godziną odlotu.
Pasażerowie przedstawiają jednak inną wersję wydarzeń.
Jedna z podróżnych relacjonowała, że nie wszyscy otrzymali SMS-y. Zwróciła też uwagę, że wiadomość miała zostać wysłana niewiele ponad godzinę po tym, jak ludzie opuścili lotnisko.
Część z nich w tym czasie spała.
Co więcej, według jej relacji w aplikacji Ryanaira nadal widniała godzina 14.00.
Dlatego wielu pasażerów zachowało się zgodnie z wcześniejszą informacją. Około godz. 12 zaczęli wracać na Ławicę, przekonani, że mają jeszcze dwie godziny do wylotu.
Na miejscu dowiedzieli się, że samolot wystartował już około godz. 10.00.
Według informacji przekazanych „Głosowi Wielkopolskiemu” na pokład nie weszło około 130 osób.
„Nie skorzystamy z opłaconych wakacji”
Ryanair umożliwił osobom, które zostały w Poznaniu, bezpłatną zmianę rezerwacji. Dla części podróżnych nie rozwiązało to jednak problemu.
Niektórzy mieli już opłacone noclegi w Hiszpanii oraz bilety na loty powrotne. Brak pierwotnego rejsu oznaczał więc nie tylko kolejne godziny oczekiwania, ale w części przypadków także utratę zaplanowanego urlopu i dodatkowe wydatki.
Jedna z pasażerek powiedziała „Głosowi Wielkopolskiemu”, że z powodu całej sytuacji ona i część pozostałych osób nie skorzystają z wcześniej opłaconych wakacji. Podróżni zapowiadają teraz starania o odszkodowanie i zwrot poniesionych kosztów.
Przeczytaj także: Męża wpuścili na pokład, żona została na lotnisku. Interweniowała policja, lot się opóźnił
Ryanair podtrzymuje, że informacja o zmianie godziny odlotu została przekazana pasażerom. Podróżni wskazują natomiast na rozbieżności w komunikacji i twierdzą, że część z nich nie miała szans dowiedzieć się na czas o wcześniejszym starcie.
