
Pasażerowie samolotu lecącego z Grecji usłyszeli tuż przed odlotem zaskakujący komunikat. Część ich bagaży nie poleci razem z nimi. Decyzja wywołała protesty na pokładzie, a kapitan osobiście wyjaśnił podróżnym, dlaczego nie zamierza jej zmienić. Nagranie z jego stanowczą odpowiedzią szybko trafiło do mediów społecznościowych.

Samolot miał wystartować z popularnej wśród turystów greckiej wyspy Skiathos i polecieć do Neapolu. Jak informuje portal Napoli Today przed odlotem okazało się jednak, że maszyna jest zbyt ciężka, aby w istniejących warunkach bezpiecznie wzbić się w powietrze.
Nie chodziło o usterkę techniczną. Problem wynikał ze specyfiki lotniska na Skiathos i parametrów, które załoga musi uwzględnić przed każdym startem.
Tamtejszy pas startowy ma około 1628 metrów długości. To znacznie mniej niż na wielu dużych europejskich lotniskach obsługujących Airbusy A320. Dodatkowo wiał silny wiatr.
Przed startem załoga oblicza, czy samolot może bezpiecznie oderwać się od pasa. Bierze pod uwagę między innymi masę maszyny, ilość paliwa, temperaturę, długość i stan pasa oraz kierunek i siłę wiatru.
Tym razem wyliczenia nie pozostawiły wystarczającego marginesu bezpieczeństwa. Samolot musiał być lżejszy. Kapitan wyszedł z kokpitu i w mocnych słowach zwrócił się do pasażerów.
Przeczytaj także: To mogła być katastrofa. Samolot wzbił się w powietrze dwie sekundy przed końcem pasa
„To ja jestem kapitanem i to ja decyduję„
Na nagraniu, które obiega media społecznościowe widać kapitana, który wyjaśnia pasażerom zaistniałą trudną sytuację.
Powiedział, że problemem są krótki pas startowy na lotnisku Skiathos oraz wiatr. Przy pełnym obłożeniu i z całym bagażem samolot jest zbyt ciężki, aby bezpiecznie wystartować.
Następnie wyjaśnił, że musi zmniejszyć masę maszyny. Do wyboru ma dwa rozwiązania: zostawić na lotnisku część pasażerów albo część ich bagaży.
Kapitan zdecydował, że zabierze wszystkich 186 pasażerów, natomiast część walizek pozostanie na lotnisku. Zapewnił, że bagaże polecą do Neapolu kolejnym rejsem, a następnie zostaną dostarczone właścicielom bezpośrednio do domów.
Decyzja wywołała protesty. Część pasażerów zaczęła zadawać pytania, pojawiła się też sugestia, że przewoźnik sprzedał zbyt wiele biletów. Kapitan stanowczo wyjaśnił, że nie chodzi o overbooking, lecz o bezpieczeństwo podczas startu.
Przypomniał też, że to on odpowiada za samolot i wszystkie osoby znajdujące się na pokładzie. Wtedy padły słowa, które później obiegły media społecznościowe:
„To ja jestem kapitanem i to ja decyduję. Muszę zapewnić wszystkim bezpieczeństwo”.
Po jego wyjaśnieniach część pasażerów zaczęła bić brawo. Samolot ostatecznie wystartował i bezpiecznie dotarł do Włoch. Czytaj dalej poniżej
Właściwa decyzja kapitana
Choć dla pasażerów taka decyzja może wydawać się zaskakująca, ma ona konkretne uzasadnienie.
Kapitan odpowiada za bezpieczeństwo samolotu, pasażerów, załogi i przewożonego ładunku. Jeśli obliczenia wykonane przed startem wskazują, że przy danej masie maszyna nie może bezpiecznie wystartować, musi podjąć odpowiednie działania.
W przypadku lotniska na Skiathos znaczenie ma właśnie stosunkowo krótki pas startowy. Warunki mogą dodatkowo zmieniać się w zależności od temperatury czy wiatru. To, że samolot może wystartować z określoną masą jednego dnia, nie oznacza więc, że będzie to możliwe w każdych warunkach.
