
Meg Edmonds miała zaledwie 22 lata, gdy po raz drugi została mamą. Ciąża przebiegała bez większych komplikacji, a poród, podobnie jak przy pierwszym dziecku, okazał się szybki i spokojny. Nic nie zapowiadało tragedii, która rozegrała się zaledwie kilka dni później. Jej córeczka Magnolia zmarła w wieku 10 dni z powodu niewydolności wielu narządów. Przyczyną okazał się wirus, który matka nieświadomie przekazała dziecku.

Wszystko zaczęło się od niepozornej opryszczki
Magnolia, nazywana przez bliskich Maggie, przyszła na świat 1 lutego 2026 roku. Rodzice, Meg i Ben Brookes, z radością powitali dziewczynkę, która miała być młodszą siostrą 11-miesięcznej Cordelii. Dopiero po tragedii Meg, wspominając zdjęcia z porodu, zauważyła, że na jej ustach widoczna była świeża zmiana. Kobieta podejrzewa, że w tym czasie przechodziła pierwotne zakażenie wirusem opryszczki pospolitej (HSV).
Dzień po porodzie jej objawy zaczęły się nasilać. Pojawił się silny ból gardła, a następnie bolesne owrzodzenia w jamie ustnej. Jak opowiedziała portalowi Metro, jedzenie i picie stały się dla niej bardzo trudne. Początkowo miała jednak usłyszeć od personelu medycznego, że dolegliwości mogą być związane ze zmianami hormonalnymi lub odwodnieniem podczas karmienia piersią.
Dziewczynka przestawała jeść i stawała się coraz bardziej senna
Początkowo Maggie zachowywała się jak zdrowy noworodek. Płakała, gdy była głodna, i reagowała na odkładanie do łóżeczka. Z czasem jednak rodzice zauważyli niepokojącą zmianę. Dziewczynka stawała się coraz bardziej senna i coraz trudniej było ją obudzić na karmienie. Podczas kontroli sprawdzono, czy nie ma żółtaczki, a rodzicom zalecono częstsze podawanie mleka.
Meg zaczęła również odczuwać silny ból prawej brodawki sutkowej. Początkowo sądziła, że doszło do podrażnienia podczas karmienia. Dopiero później powiązała te objawy z możliwym zakażeniem HSV. W kolejnych dniach rodzice zauważyli także nierówny oddech córki. W poniedziałkowy wieczór, gdy dziewczynka miała osiem dni, jej skóra stała się szarawa, a ciało było zimne w dotyku.
Noworodek zmarł przez wirusa opryszczki
Wezwano karetkę. Temperatura Maggie wynosiła zaledwie 34 stopnie, a poziom tlenu we krwi był bardzo niski. Dziewczynkę przewieziono do szpitala, a następnie przetransportowano do Birmingham Children’s Hospital. Lekarz zwrócił uwagę na zmiany widoczne na ustach matki. U dziecka rozpoczęto leczenie przeciwwirusowe przeciwko HSV, zanim potwierdzono zakażenie badaniami. Niestety, stan dziewczynki był już krytyczny. Magnolia zmarła nad ranem 11 lutego, dziesięć dni po narodzinach.
Przeczytaj też: Dramat na statku wycieczkowym. 5-letnia dziewczynka wypadła za burtę, ojciec skoczył za nią z 15 metrów
Matka chce ostrzec innych rodziców
Meg i Ben szukają obecnie pomocy prawnej, by ustalić, czy wcześniej można było rozpoznać zakażenie. Kobieta podkreśla jednak, że dzieli się swoją historią przede wszystkim po to, by zwiększyć świadomość zagrożenia – pisze metro.co.uk.
Wirus opryszczki, który u dorosłych często powoduje jedynie niewielkie zmiany na ustach, może być śmiertelnie niebezpieczny dla noworodków. Do zakażenia może dojść między innymi przez kontakt z opryszczką lub pocałunek osoby zakażonej. Historia rodziny została nagłośniona w ramach kampanii brytyjskiej organizacji The Lullaby Trust, która przypomina o ochronie najmłodszych przed infekcjami.
