
Polka skazana w Wielkiej Brytanii na 8 lat więzienia za brutalne znęcanie się nad niemowlętami wyszła na wolność w Polsce — bo brytyjskie służby deportowały ją bez właściwej dokumentacji – informuje „The Sun”. Polska policja nie miała podstaw prawnych, żeby ją zatrzymać na lotnisku. Teraz nikt nie wie, gdzie jest.

Polka skazana za znęcanie się nad 21 niemowlętami. Po deportacji do Polski nie została zatrzymana
Jak donosi „The Sun”, 23-latka trafiła do aresztu w Wielkiej Brytanii po tym, gdy współpracownicy zgłosili jej podejrzane zachowanie podczas dyżurów w dwóch londyńskich żłobkach — Riverside Nursery w Twickenham i Little Munchkins w Hounslow. Policja przejrzała nagrania z monitoringu i zobaczyła, jak opiekunka brutalnie szczypie i kopie niemowlęta, popycha je twarzą w dół na łóżeczka i przydusza płaczące dziecko. Przemoc trwała wiele miesięcy, a sprawczyni celowo działała wtedy, gdy współpracownicy odwracali wzrok.
Skazana na 8 lat, deportowana po 14 miesiącach
We wrześniu 2025 roku sąd w Kingston skazał Polkę Roksanę L. na 8 lat pozbawienia wolności — przyznała się do 7 zarzutów znęcania się nad dziećmi, a ława przysięgłych uznała ją winną kolejnych 14. W lutym 2026 roku została jednak deportowana do Polski w ramach procedury wcześniejszego wydalenia, po odsiedzeniu zaledwie 14 miesięcy wyroku.
Deportacja od początku budziła oburzenie rodziców ofiar i posłanki Muniry Wilson z okręgu Twickenham, która interweniowała w parlamencie. Rodziny ostrzegały, że kobieta może wyjść na wolność w Polsce bez żadnych konsekwencji.
Błąd w papierach. Polska policja nie mogła jej zatrzymać
Okazało się, że obawy były uzasadnione — i to z powodu, którego nikt się nie spodziewał. Według doniesień „The Sun” rzeczniczka Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej major Dagmara Bielec potwierdziła, że Roksana L. wróciła do kraju, ale jej powrót nie odbył się w ramach żadnej formalnej procedury współpracy międzynarodowej między Polską a Wielką Brytanią. Brytyjska strona zastosowała jednostronną procedurę deportacyjną zamiast formalnego przekazania więźnia — i właśnie dlatego polska policja nie miała podstaw prawnych, żeby zatrzymać ją po wylądowaniu.
Co więcej, Lecka nie została wpisana do właściwych krajowych ani międzynarodowych baz danych. Funkcjonariusze straży granicznej wpuścili ją do kraju w standardowej procedurze podróżnej — jak każdego innego pasażera.
Przeczytaj także: Irlandia deportowała dziesiątki Polaków. Specjalny samolot odleciał z Dublina
„Zniknęła”
Uważa się, że Roksana L. wylądowała na lotnisku w Warszawie, ale jej obecne miejsce pobytu jest nieznane – podaje „The Sun”. Polskie służby nie są w stanie śledzić jej ruchów ani ostrzec placówek opiekuńczych o jej przeszłości. Oznacza to, że kobieta skazana za brutalne znęcanie się nad niemowlętami może teoretycznie ubiegać się o pracę w żłobku lub przedszkolu.
