
Pasażerka easyJet została obciążona dodatkowymi kosztami po kontroli bagażu podręcznego na lotnisku w Belfaście. Historia Cliony McCarney zwróciła uwagę na zasady dotyczące plecaków, które dla wielu podróżnych mogą wydawać się oczywiste, lecz przy bramce prowadzą do nieoczekiwanych sporów. Kobieta przekonuje, że jej bagaż spełniał wymagane wymiary, jednak obsługa oceniła go inaczej podczas sprawdzania w specjalnym mierniku. McCarney podróżowała z partnerem z Belfastu do Londynu. Oboje mieli ze sobą plecaki, które – jak relacjonowała pasażerka – były wcześniej używane podczas lotów tą samą linią i nie powodowały żadnych problemów.

Kontrola plecaków na lotnisku w Belfaście
Według relacji kobiety pracownicy easyJet uznali, że bagaże podręczne nie spełniają standardów przewoźnika. Za każdy z plecaków naliczono opłatę w wysokości 48 funtów, co oznaczało wydatek niemal 100 funtów dla dwojga podróżnych. Pasażerka opisała sytuację na platformie X. Napisała, że leciała z tym samym plecakiem easyJet zaledwie kilka dni wcześniej, natomiast tym razem usłyszała, iż torby nie można „wciskać” do miernika, lecz musi ona do niego swobodnie wpaść.
Oto, na czym polega zasada „drop and go”
Cliona McCarney uważa, że problem nie dotyczył samych wymiarów plecaków, lecz stosowanej przez obsługę zasady określanej jako „drop and go”. Jej zdaniem nie została ona jasno wyjaśniona na stronie internetowej przewoźnika. „Torba zdecydowanie pasuje do wymiarów i mieści się w granicach rozmiaru, ale moim zdaniem problemem jest polityka ‘drop and go’, która wydaje się być nowa i nie widzę jej nigdzie na stronie easyJet” – przekazała pasażerka. Podkreśliła też, że jej partner niedawno odbył tę samą trasę z takim samym bagażem bez dodatkowych trudności.
Podobne relacje innych podróżnych
Sprawa wywołała dyskusję w mediach społecznościowych. Jak podaje Manchester Evening News, inni użytkownicy również opisywali różnice w ocenie bagażu podręcznego, zależne między innymi od lotniska, z którego wyruszali. Jeden z komentujących przyznał, że spotkał się z podobną sytuacją podczas podróży easyJet, choć na innym lotnisku nie miał takiego problemu. W odpowiedzi McCarney ponownie zaznaczyła, że w jej przypadku chodziło o bagaż, który wcześniej był akceptowany przez tę samą linię.
Stanowisko linii easyJet
easyJet odniosła się do sprawy, wskazując, że personel naziemny ma obowiązek sprawdzać, czy bagaż podręczny nie przekracza maksymalnych wymiarów. Przewoźnik wyjaśnił, że jest to konieczne, aby torby mogły zostać bezpiecznie umieszczone w kabinie samolotu.
Przeczytaj też: Ryanair znów podpadł pasażerom. Każą płacić za „za duże” walizki, choć mieszczą się w mierniku
Linia przekazała, że pasażerowie mogą zostać poproszeni o użycie mierników bagażu dostępnych na lotnisku. Według easyJet informacje o dopuszczalnych wymiarach są komunikowane podczas rezerwacji, przed podróżą oraz na kartach pokładowych.
