Przejdź do treści

Brytyjska polityka staje na głowie – Starmer tonie, a nad Tamizą wschodzą nowe zwyczaje

20/05/2026 18:02 - AKTUALIZACJA 20/05/2026 18:02
Brytyjska polityka staje na głowie – Starmer tonie, a nad Tamizą wschodzą nowe zwyczaje

Wyniki wyborów lokalnych pokazują całkowite załamanie systemu dwupartyjnego, który przez ponad sto lat opierał się na przemiennym rządzeniu dwóch wielkich partii. Dziś aż sześć ugrupowań walczy o wpływy, a tradycyjni giganci — Partia Pracy i Konserwatyści — notują po 17 procent, podczas gdy Reform UK sięga 26, a Zieloni 18. To nie jest chwilowa aberracja — to strukturalne przesunięcie, które może na zawsze zmienić brytyjską scenę polityczną.

Brytyjska polityka staje na głowie – Starmer tonie, a nad Tamizą wschodzą nowe zwyczaje

Nowy układ sił

Reform to najnowsza odsłona politycznej drogi Farage’a — głęboko eurosceptyczna, antyimigracyjna, często porównywana do ruchu Donalda Trumpa. Jej wynik w wyborach lokalnych, niemal dwukrotnie przewyższający poparcie dla Partii Pracy, jest nie tyle wyrazem społecznego entuzjazmu wobec populistycznej prawicy, co przede wszystkim całkowitą kompromitacją dotychczasowego establishmentu.

Partia Pracy, która wygrała ostatnie wybory pod hasłem „zmiany”, nie zdołała ich dostarczyć. Premier Keir Starmer traci grunt pod nogami — jego centrolewicowy kurs nie satysfakcjonuje ani lewego skrzydła partii, ani wyborców oczekujących radykalnych reform. Efekt jest taki, że elektorat odpływa na obie strony: do Zielonych po lewej i do Reform po prawej.

Na deser dochodzi skandal wokół ambasadora Mandelsona i afery Epsteina, który podkopuje wiarygodność rządu i dostarcza amunicji opozycji. Starmer, który miał być gwarantem stabilności po latach chaosu za rządów torysów, sam staje się synonimem politycznego dryfu.

Co to oznacza dla przyszłości?

Największy wstrząs? Nigel Farage, architekt brexitu, który okazał się gospodarczą porażką, może realnie myśleć o fotelu premiera. Brytyjscy komentatorzy cytują Marka Twaina: „Łatwiej jest oszukać ludzi, niż przekonać ich, że zostali oszukani”. Tymczasem trzy z czterech regionów Zjednoczonego Królestwa — Szkocja, Walia i Irlandia Północna — rządzone są przez separatystów. Coraz głośniej mówi się o tym, że rozpad Zjednoczonego Królestwa przestał być scenariuszem science fiction.
Przeczytaj także: Wielka Brytania: Czy Starmer używa praw Henryka VIII, aby anulować Brexit?

Koalicje zamiast większości

Najbardziej namacalną konsekwencją tego rozdrobnienia są rządy koalicyjne — rozwiązanie, do którego Brytyjczycy nigdy nie byli przyzwyczajeni, a które teraz staje się coraz bardziej realne. Przy sześciu partiach w grze żadna nie ma szans na samodzielną większość. To oznacza konieczność politycznych targów, kompromisów i — kto wie — może nawet powrotu do tematu europejskiego.

Burmistrz Londynu Sadiq Khan wezwał do odwagi przyznania, że jedyną realną drogą do gospodarczego odrodzenia jest powrót do Unii Europejskiej. Pytanie, czy ktokolwiek na tę odwagę się zdobędzie. Bo brytyjska polityka staje na głowie, a za trzy lata u bram Downing Street może stanąć Farage.
Dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu. Bądź na bieżąco z wiadomościami z Wielkiej Brytanii i ze świata. Śledź nas na Facebooku.