Przejdź do treści

Naukowcy alarmują: „Mięsożerna bakteria” rozprzestrzenia się coraz szybciej

14/05/2026 12:09 - AKTUALIZACJA 14/05/2026 15:26
Mięsożerna bakteria w oceanach Foto: analiza mikroskopowa bakterii

„Mięsożerna bakteria” w oceanach. Jeszcze kilka lat temu kojarzona głównie z ciepłymi wodami Zatoki Meksykańskiej, dziś pojawia się coraz dalej na północ. Bakteria Vibrio, określana przez media mianem „mięsożernej”, budzi rosnący niepokój naukowców i służb zdrowia. Powód? Ocieplające się oceany tworzą dla niej idealne warunki do rozwoju. Bakteria potrafi dostać się do organizmu nawet przez niewielkie skaleczenie podczas kąpieli w morzu, a także po spożyciu owoców morza. W skrajnych przypadkach może doprowadzić do śmierci nawet w ciągu 24 godzin.

Mięsożerna bakteria w oceanach Foto: ostrygi

„Mięsożerna bakteria” w oceanach

Vibrio to grupa bakterii naturalnie występujących w ciepłych, słonawych wodach. Większość ich odmian nie stanowi zagrożenia dla człowieka, ale niektóre mogą prowadzić do bardzo poważnych zakażeń. Najgroźniejsza z nich – Vibrio vulnificus – potrafi dostać się do organizmu nawet przez niewielkie skaleczenie podczas kąpieli w morzu. W skrajnych przypadkach infekcja rozwija się błyskawicznie: skóra zaczyna puchnąć, ciemnieć i obumierać, a bez szybkiego podania antybiotyków może dojść do sepsy i śmierci nawet w ciągu 24 godzin. Do zakażenia może dojść także po spożyciu surowych owoców morza, szczególnie ostryg.
Przeczytaj też: Alarm w brytyjskim szpitalu. Wykryto groźne bakterie odporne na antybiotyki

Ocean się ociepla, bakterie ruszają na północ

Naukowcy nie mają wątpliwości, że zmiany klimatyczne przyspieszają rozprzestrzenianie się Vibrio. Bakterie najlepiej rozwijają się w ciepłej wodzie, dlatego wraz ze wzrostem temperatur oceanów zaczynają pojawiać się w miejscach, które wcześniej były dla nich zbyt zimne. Badania pokazują, że granica występowania groźnych zakażeń przesuwa się średnio o około 50 kilometrów rocznie.

Choć infekcje Vibrio vulnificus są stosunkowo rzadkie, lekarze traktują je bardzo poważnie. Jak podaje The Guardian, amerykańskie CDC szacuje, że rocznie dochodzi do około 150–200 ciężkich zakażeń tym szczepem bakterii. Śmiertelność może sięgać nawet 50 procent, szczególnie u osób starszych, diabetyków i pacjentów z osłabioną odpornością.

W ostatnich latach liczba przypadków zaczęła jednak gwałtownie rosnąć po falach upałów i huraganach. Władze Florydy odnotowały zwiększoną liczbę zgonów po silnych sztormach, które wtłaczały słonawą wodę głęboko w ląd. Eksperci zauważają, że bakteria staje się także swego rodzaju „alarmem klimatycznym” – jej nagłe pojawienie się może wskazywać na wyjątkowo wysokie temperatury mórz.

Naukowcy chcą przewidywać zagrożenie

Badacze z Uniwersytetu Florydy i Uniwersytetu Maryland pracują obecnie nad systemem wczesnego ostrzegania przed Vibrio. Specjalny model analizuje temperaturę wody, zasolenie i dane satelitarne, by przewidzieć, gdzie ryzyko zakażeń będzie największe. Celem projektu jest ostrzeganie szpitali i służb sanitarnych nawet miesiąc wcześniej.
Przeczytaj też: Morze się gotuje: rekordowe temperatury wód wokół Wielkiej Brytanii

Eksperci podkreślają jednak, że nie ma powodów do paniki. Ryzyko ciężkiego zakażenia pozostaje niewielkie, ale osoby z otwartymi ranami lub problemami zdrowotnymi powinny zachować szczególną ostrożność podczas kąpieli w ciepłych wodach i unikać jedzenia surowych owoców morza.