
Brytyjska firma śledziła niepełnosprawnego pracownika. Historia Alana Jonesa pokazuje, jak daleko potrafią posunąć się pracodawcy, gdy pojawiają się podejrzenia o nadużycie zwolnienia lekarskiego. 59-latek przez lata uchodził za lojalnego fachowca w brytyjskim gigancie szklarskim Pilkington UK Ltd., gdzie trafił jeszcze jako nastolatek w 1983 roku. Gdy po poważnej chorobie jego życie zaczęło się sypać, firma zamiast wsparcia miała sięgnąć po obserwację i dyscyplinarkę. Sprawa skończyła się głośną batalią o sprawiedliwość.

Musiał przejść na zwolnienie lekarskie
Mężczyzna zachorował na przewlekłą i wyjątkowo bolesną neuropatię, będącą skutkiem radioterapii. Leczenie to przeszedł wiele lat wcześniej w związku z chłoniakiem Hodgkina, a jego późniejsze powikłania oznaczały silny ból, osłabienie i stałe zmęczenie. Lekarze mieli przekazać mu wprost, że nie będzie już zdolny do pracy fizycznej. Jones przeszedł więc na zwolnienie lekarskie, ale jednocześnie liczył, że po leczeniu uda mu się wrócić do firmy, choćby na lżejsze stanowisko.
Przeczytaj też: Zwolnienie lekarskie po nowemu. Wielka reforma NHS rusza już w lipcu
Brytyjska firma śledziła niepełnosprawnego pracownika
W czasie choroby Alan próbował radzić sobie również z pogarszającym się stanem psychicznym i narastającym poczuciem izolacji. Spędzał więcej czasu na farmie przyjaciela w Cheshire, bo – jak wynika z relacji – pomagały mu świeże powietrze i kontakt z naturą.
To właśnie tam miał zauważyć go były kolega z pracy. Według opisu sytuacji Jones miał na sobie „robocze buty”, co wzbudziło podejrzenia, że podczas zwolnienia lekarskiego podejmuje pracę, a informacja trafiła do przełożonych.
W odpowiedzi firma zdecydowała się wynająć prywatną firmę obserwacyjną. Detektywi mieli śledzić nie tylko Jonesa, ale też jego żonę, córkę oraz przyjaciela prowadzącego farmę, co później stało się jednym z najbardziej komentowanych elementów sprawy.
Podczas przesłuchania dyscyplinarnego pokazano nagrania, na których mężczyzna pomagał znajomemu w drobnych czynnościach, m.in. przekazywał worek ziemniaków i trzymał wąż ogrodowy. Pracodawca potraktował to jako dowód, że pracownik wykonuje pracę mimo zwolnienia, przy czym – jak podnoszono później – firma nie zasięgnęła dodatkowej opinii medycznej na temat jego możliwości i ograniczeń zdrowotnych.
Zwolnienie, które wstrząsnęło jego życiem
W 2019 roku Alan Jones został zwolniony za rzekome ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych. Jak mówił później, decyzja była dla niego ogromnym ciosem i porównywał ją do „śmierci w rodzinie”.
Podkreślał, że po tylu latach lojalności nie mógł uwierzyć w taki finał, a najbardziej obawiał się o bliskich i stabilność finansową. Jednocześnie od początku twierdził, że potraktowano go niesprawiedliwie.
Sześć lat walki o sprawiedliwość
Sprawa trafiła do sądu pracy przy wsparciu związku zawodowego Unite. Jak opisywało BBC, w 2021 roku trybunał uznał, że firma niesłusznie zwolniła pracownika i dopuściła się dyskryminacji związanej z jego niepełnosprawnością.
Pilkington UK Ltd próbował jeszcze odwoływać się od wyroku, ale apelacja została oddalona. Ostatecznie, po wieloletniej batalii, firma zgodziła się wypłacić byłemu pracownikowi 329 tys. funtów odszkodowania za utracone dochody i poniesione szkody.
W trakcie trwania sporu Jones przeszedł też zawał serca oraz operację podwójnego bypassu. Jak przyznał, przewlekły stres związany z postępowaniem mógł odbić się na jego zdrowiu i pogłębić problemy, z którymi już wcześniej się mierzył.
Symboliczna wygrana
Dziś 59-latek zaznacza, że pieniądze nie były dla niego najważniejsze. Kluczowe miało być poczucie sprawiedliwości i udowodnienie, że pracodawca postąpił wobec niego niewłaściwie.
Przedstawiciele związku zawodowego i prawnicy zwracali uwagę, że ta sprawa jest ostrzeżeniem przed wyciąganiem pochopnych wniosków wobec osób z niepełnosprawnościami bez rzetelnego sprawdzenia dokumentacji medycznej. Sama firma wydała oświadczenie, w którym przyznała, że popełniono błędy, i zapewniła, że podobna sytuacja nie powtórzy się w przyszłości.
