Przejdź do treści

Airbus A380 przeleciał pół świata. W skrzydle przez cały czas była lampa serwisowa

19/08/2026 09:53 - AKTUALIZACJA 19/08/2026 09:53
Lampa została w skrzydle po naprawie A380 Foto: skrzydło samolotu i znak stop

Trudno uwierzyć, że tak ogromny samolot może wzbić się w powietrze z przedmiotem pozostawionym wewnątrz jego konstrukcji. A jednak właśnie do takiego zdarzenia doszło w przypadku Airbusa A380 należącego do australijskich linii Qantas. Maszyna przeleciała tysiące kilometrów, zanim technicy odkryli, co znajdowało się w jednym z paneli skrzydła.

Lampa została w skrzydle po naprawie Foto: samolot n niebie

Lampa została w skrzydle po naprawie

Incydent miał swój początek na lotnisku w Sydney. Airbus A380 przechodził tam prace związane z układem klimatyzacji. Podczas serwisowania technicy korzystali z przenośnej lampy roboczej o długości około 33 centymetrów. Po zakończeniu prac urządzenie nie zostało jednak zabrane. Lampa znalazła się wewnątrz skrzydła i pozostała tam po zamknięciu panelu inspekcyjnego. Co najbardziej zaskakujące, samolot został następnie dopuszczony do wykonywania lotów.

Samolot odbył dwa długie rejsy

Maszyna o rejestracji VH-OQK wystartowała z Sydney i poleciała do Dallas-Fort Worth w Stanach Zjednoczonych. Następnie wykonała lot powrotny do Australii. Łącznie Airbus A380 pokonał ponad 27 tys. kilometrów, zanim odkryto pozostawiony przedmiot. Dopiero wtedy technicy znaleźli lampę i usunęli ją z konstrukcji samolotu.

Na szczęście tym razem nie doszło do uszkodzenia skrzydła ani innych elementów maszyny. Sam fakt, że obce narzędzie mogło pozostać niezauważone przez tak długi czas, wzbudził jednak poważne pytania dotyczące procedur bezpieczeństwa.
Przeczytaj też: Pilot musiał ratować samolot nad Londynem. British Airways potwierdza poważny incydent

Trzy kontrole nie wykryły problemu

Australijskie Biuro Bezpieczeństwa Transportu (ATSB) ustaliło, że zawiodły przede wszystkim procedury dotyczące kontroli narzędzi wykorzystywanych podczas prac technicznych. Co szczególnie niepokojące, obecności lampy nie wykryły aż trzy kolejne kontrole przeprowadzone przed dopuszczeniem samolotu do lotu.

Śledczy zwrócili również uwagę na system komputerowy wykorzystywany przez Qantas do ewidencjonowania sprzętu. Nie był on skonfigurowany tak, aby automatycznie ostrzegać, że konkretne narzędzie wypożyczone do obsługi danego samolotu nie zostało zwrócone. To właśnie takie zabezpieczenia mogłyby pomóc wychwycić zwykłe ludzkie przeoczenie.

To nie pierwszy taki przypadek

Okazuje się, że podobna sytuacja wydarzyła się już wcześniej. W 2023 roku w innym Airbusie A380 należącym do Qantas pozostawiono nylonowy pręt o długości około 1,25 metra. Przedmiot znajdował się we wlocie silnika i został odkryty dopiero po wykonaniu aż 34 lotów.

Choć najnowszy incydent zakończył się bez konsekwencji, pokazuje, jak niewielkie niedopatrzenie podczas obsługi technicznej może pozostać niezauważone nawet w przypadku rygorystycznie kontrolowanych samolotów pasażerskich. W lotnictwie bezpieczeństwo zależy bowiem nie tylko od zaawansowanej technologii, ale również od tego, czy człowiek na końcu procedury pamięta o… zabraniu lampy.