
Nie znali ruchliwych ulic, sklepów ani codziennego życia za pieniądze. Na ich wyspie nie było nawet typowego dla współczesnego świata pośpiechu. Wszystko zmieniło się w październiku 1961 roku, gdy wybuch wulkanu zmusił 264 mieszkańców jednej z najbardziej odizolowanych społeczności na świecie do opuszczenia domów i wyjazdu do Wielkiej Brytanii. To, co zastali na miejscu, okazało się dla nich prawdziwym szokiem.

Wulkan przerwał 150 lat izolacji
Tristan da Cunha to niewielka brytyjska wyspa w południowej części Oceanu Atlantyckiego, położona mniej więcej w połowie drogi między Kapsztadem w Republice Południowej Afryki a Rio de Janeiro w Brazylii. Od najbliższych zamieszkanych terenów dzieli ją ponad 1500 mil. Dotarcie na miejsce wymaga około siedmiodniowej podróży statkiem.W 1961 roku mieszkały tam 264 osoby, tworzące niewielką, silnie zintegrowaną społeczność. Ich życie opierało się przede wszystkim na rolnictwie i rybołówstwie. Pieniądze nie odgrywały takiej roli jak w Wielkiej Brytanii, ponieważ mieszkańcy mogli sami zdobywać żywność i polegać na pomocy sąsiadów.
10 października 1961 roku ich spokojne życie zostało brutalnie przerwane. Po raz pierwszy od około 150 lat przebudził się miejscowy wulkan. W ziemi pojawiły się głębokie szczeliny, a z podłoża zaczęły wydobywać się dym i ogień. „Fred, wstawaj szybko, Ziemia się otwiera!” – miała krzyknąć Mary Swain do męża, gdy zorientowała się, co się dzieje. Mieszkańcy uciekli łodziami rybackimi na pobliską wyspę Nightingale. Następnego dnia zabrał ich na pokład holenderski statek pasażerski, który akurat przypłynął w te okolice. Musieli zostawić za sobą niemal cały dobytek, zabierając jedynie najpotrzebniejsze rzeczy.
Samochody, telewizory i podatki były dla nich nowością
Po dotarciu do Wielkiej Brytanii wyspiarze zostali zakwaterowani w dawnym wojskowym ośrodku niedaleko Southampton na południu Anglii. Dla wielu z nich zetknięcie z nowoczesnym światem było ogromnym przeżyciem. Niektórzy nigdy wcześniej nie widzieli samochodu, roweru ani telewizora. Nie znali też sklepów w takim wydaniu, jakie funkcjonowało w brytyjskich miastach. Zaskoczeniem okazały się nawet formularze podatkowe i konieczność zarabiania pieniędzy na codzienne utrzymanie.
Nowe warunki nie wszystkim przypadły do gustu. Joey Repetto narzekał na zanieczyszczone powietrze, dym i spaliny, które utrudniały mu oddychanie. Inni mieli problem z przystosowaniem się do pracy w stałych godzinach. Na wyspie dzień wyznaczały pogoda, połowy i prace gospodarskie. W Anglii trzeba było natomiast wstawać o określonej porze, wykonywać te same obowiązki i podporządkować się tygodniowemu rytmowi pracy.
Mary Swain nie ukrywała rozczarowania nowym życiem. Tęskniła za swobodą, którą dawała jej ojczysta wyspa. Jak tłumaczyła, na Tristan da Cunha można było zdobyć ryby i ziemniaki bez konieczności posiadania pieniędzy.
Przeczytaj też: Chwile grozy na pokładzie British Airways. Stewardessa została ranna
Brytyjskie życie miało też swoje zalety
Nie wszyscy odrzucali jednak nowoczesność. Szczególnie młodsi mieszkańcy odkrywali uroki nowych rozrywek. Podobały im się modne włoskie garnitury, odtwarzacze płyt i muzyka country, której słuchali między innymi Johnny Cash i Ernest Tubb. Młodzież chętnie uczestniczyła również w zabawach tanecznych, poznając popularne wówczas tańce, takie jak twist i locomotion.
Jednocześnie społeczność była zszokowana przestępczością, z którą zetknęła się w Anglii. – pisze BBC Na rodzinnej wyspie, mimo że funkcjonował tam tylko jeden policjant, przestępstwa należały do rzadkości. Dlatego napad na jednego z mieszkańców i kradzież jego cennego złotego zegarka były dla wyspiarzy trudne do zrozumienia.
Zdecydowali, że chcą wrócić do domu
Brytyjskie władze wysłały na Tristan da Cunha ekipę badawczą, aby oceniła, czy powrót będzie bezpieczny. Choć wulkan wciąż dymił, geolodzy uznali, że przestał być aktywny. Okazało się również, że lawa nie zniszczyła całej osady. Większość domów ocalała, ponieważ strumień lawy skierował się ostatecznie w stronę oceanu.
W 1962 roku mieszkańcy wzięli udział w tajnym głosowaniu dotyczącym powrotu. Wynik nie pozostawiał wątpliwości: 148 osób opowiedziało się za powrotem, a tylko pięć było przeciw. Pierwsi mieszkańcy wrócili wcześniej, by przygotować ziemię pod kolejne uprawy ziemniaków. Większość społeczności dotarła na wyspę w listopadzie 1963 roku.
Dla wielu z nich najważniejsza była możliwość odzyskania niezależności. Elaine Repetto, która urodziła się na Tristan da Cunha, podkreślała później, że mieszkańcy są przyzwyczajeni do walki z żywiołami i polegania na sobie nawzajem. Historia ewakuacji pokazała, że nawet po zetknięciu z wygodami nowoczesnego świata ludzie mogą bardziej cenić własną wspólnotę, niezależność i życie na uboczu niż udogodnienia wielkiego kraju.
