
Miała zaledwie 20 lat, a za sterami samolotu spędziła już ponad 1300 godzin. O lataniu marzyła od dziecka i zdobyła licencję pilota, zanim jeszcze uzyskała prawo jazdy. Nathalia Gadelha Filgueiras była drugą pilotką prywatnego odrzutowca, który rozbił się na Florydzie. W katastrofie zginęło dziewięć osób. Ostatnie chwile lotu były dramatyczne, a młoda kobieta do końca uczestniczyła w próbach ratowania maszyny.

Marzyła o lataniu od 12. roku życia
Nathalia Gadelha Filgueiras pochodziła z brazylijskiej rodziny mieszkającej na Florydzie. Jej pasją było lotnictwo. Jak opowiadała jej matka, Camila Gadelha Corteleti, dziewczyna zdecydowała, że chce zostać pilotką, kiedy miała zaledwie 12 lat. W realizacji marzeń pomagał jej ojciec, który również interesował się lataniem. Nathalia rozpoczęła naukę pilotażu jeszcze w szkole średniej, uczestnicząc w specjalnym programie lotniczym. W październiku 2023 roku, mając zaledwie 17 lat, zdobyła licencję pilota prywatnego. Była wówczas uczennicą West Boca Raton Community High School.
Jej osiągnięcie było na tyle niezwykłe, że zainteresowały się nim lokalne media. W rozmowie z telewizją WPEC młoda kobieta żartowała, że potrafi pilotować samolot, choć nie ma jeszcze prawa jazdy. Jej marzeniem było w przyszłości pilotowanie samolotów pasażerskich lub prywatnych odrzutowców. Przed śmiercią zdążyła zgromadzić ponad 1300 godzin doświadczenia w powietrzu. Pracowała jako druga pilotka w firmie Upper Jets.
Dramatyczne chwile przed katastrofą
Do tragedii doszło 1 listopada 2026 roku. Nathalia znajdowała się na pokładzie odrzutowca Learjet 60, który wystartował z Austin w Teksasie i leciał w kierunku Bahamów. Na pokładzie było dziewięć osób. W trakcie lotu załoga zaczęła zgłaszać problemy związane z warunkami atmosferycznymi. Piloci informowali o oblodzeniu samolotu, opadach i umiarkowanych turbulencjach. W pewnym momencie poprosili kontrolę ruchu lotniczego o zgodę na wznoszenie.
Sytuacja jednak gwałtownie się pogorszyła. Samolot zaczął tracić wysokość w niekontrolowany sposób. Zarejestrowane rozmowy radiowe pokazują, że załoga zgłaszała alarm i informowała o dramatycznie szybkim opadaniu maszyny. Około godziny 12.50 odrzutowiec runął na ziemię w rejonie Greenacres w hrabstwie Palm Beach. Uderzenie wywołało potężną eksplozję. Nikt z dziewięciu osób znajdujących się na pokładzie nie przeżył.
Przeczytaj też: 3 Listopada: Alarm bombowy na pokładzie samolotu lecącego do Warszawy! 181 osób na pokładzie, maszyna zmieniła trasę
Wysłała wiadomość na kilka minut przed śmiercią
Szczególnie poruszające informacje ujawniła rodzina 20-latki. Jak powiedział jej ojczym, Thiago Corteleti, Nathalia miała wysłać wiadomość do swojego chłopaka około dziesięciu minut przed katastrofą. Poinformowała go, że podczas lotu występują turbulencje i oblodzenie.
Jej bliscy podkreślają, że była odpowiedzialną, pracowitą i pełną pasji młodą kobietą. Matka zwróciła uwagę, że Nathalia pełniła funkcję drugiej pilotki i nie miała uprawnień do podejmowania wszystkich decyzji dotyczących lotu. W katastrofie zginęli również pilot maszyny Jeff Gregory oraz siedmioro pasażerów, w tym przedsiębiorca Adam Robinson, jego żona Helen Sharp i ich dwoje małych dzieci – informuje sky24.com.
Przyczyny tragedii badają amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) oraz Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB). Na tym etapie nie ustalono ostatecznie, co doprowadziło do katastrofy.
