
Włoch zostawił portfel na pokładzie Ryanaira. To miał być spokojny powrót z podróży, jednak zakończył się nietypową wyprawą do Polski. Pasażer Ryanaira, który zgubił portfel podczas lotu do włoskiego Bari, był przekonany, że odzyska go jeszcze na lotnisku. Zamiast tego okazało się, że jego zguba poleciała dalej – aż do Warszawy. Aby odzyskać dokumenty i karty płatnicze, mężczyzna musiał kupić kolejny bilet lotniczy i osobiście przylecieć do Polski.

Włoch zostawił portfel na pokładzie Ryanaira
Do zdarzenia doszło 15 lipca po przylocie samolotu Ryanaira na lotnisko w Bari. Tuż po opuszczeniu pokładu Włoch zauważył, że nie ma przy sobie portfela. W środku znajdowały się karty płatnicze, prawo jazdy, dokumenty ubezpieczeniowe oraz lokalizator Bluetooth. To właśnie niewielkie urządzenie okazało się kluczowe w całej historii. Po uruchomieniu aplikacji mężczyzna zobaczył, że portfel nadal znajduje się na pokładzie samolotu. Poprosił więc o możliwość ponownego wejścia do maszyny, jednak usłyszał, że nie jest to możliwe, ponieważ samolot został już przekazany ekipie sprzątającej.
Na lotnisku nie było żadnych informacji
Pasażer zgłosił zaginięcie w biurze rzeczy znalezionych na lotnisku w Bari, podając nawet numer swojego miejsca w samolocie. Liczył, że po zakończeniu sprzątania portfel trafi do biura Lost & Found. Mijały jednak kolejne godziny, a żadnych informacji nie było. Usłyszał nawet, że gdyby portfel został odnaleziony, powinien już dawno znaleźć się w biurze rzeczy znalezionych. W międzyczasie lokalizator przestał wysyłać sygnał. Mężczyzna obawiał się, że ktoś zabrał portfel i wyłączył urządzenie. Na wszelki wypadek zastrzegł wszystkie karty bankowe i przygotowywał się do zgłoszenia sprawy na policję.
Niespodziewanie portfel odnalazł się… w Warszawie
Kiedy wydawało się, że portfel przepadł bezpowrotnie, wydarzyło się coś zupełnie nieoczekiwanego. Po kilku godzinach lokalizator ponownie zaczął działać. Aplikacja wskazała jednak miejsce oddalone o ponad 1300 kilometrów od Bari – lotnisko Warszawa-Modlin. Jak się okazało, portfel przez cały czas pozostawał na pokładzie samolotu i został odnaleziony dopiero przez ekipę sprzątającą po kolejnym locie. Pracownicy przekazali go do biura rzeczy znalezionych na polskim lotnisku.
Musiał polecieć do Polski tylko po portfel
Choć zguba w końcu się odnalazła, pojawił się kolejny problem. Pracownicy lotniska w Warszawie poinformowali właściciela, że ze względu na znajdujące się w środku dokumenty nie mogą odesłać portfela pocztą. Jedynym rozwiązaniem było osobiste odebranie zguby. Mężczyzna nie miał więc wyjścia – dwa dni później kupił bilet lotniczy i przyleciał do Warszawy wyłącznie po to, by odzyskać swój portfel. Cała wyprawa zakończyła się sukcesem, a wszystkie dokumenty wróciły do właściciela.
Przeczytaj też: Nie wpuszczono jej do samolotu przez strój. Padły ostre słowa
Historia stała się hitem internetu
Po odzyskaniu portfela Włoch opisał całą historię w mediach społecznościowych. Podziękował pracownikom lotniska Warszawa-Modlin za uczciwość i profesjonalizm, dzięki którym odzyskał swoją własność. Nie krył jednak rozczarowania sposobem, w jaki przebiegało poszukiwanie portfela we włoskim Bari. Na zakończenie dodał żart, który szybko podchwycili internauci: następnym razem zamierza zamontować lokalizator… do lokalizatora, aby już nigdy nie przeżyć podobnej przygody – opisują włoskie media.
Ta historia pokazuje, że niewielki tracker może okazać się niezwykle pomocny podczas podróży. W tym przypadku pozwolił ustalić, że zguba nie zniknęła bez śladu – po prostu odbyła jeszcze jedną podróż, tym razem do Polski.
