
Tanie linie od lat kuszą niskimi cenami, ale ich model działania znacząco różni się od tradycyjnych przewoźników. Teraz Wizz Air postanowił zrobić krok w stronę podróży łączonych, uruchamiając nową usługę Wizz Link. Na pierwszy rzut oka brzmi to jak wygodna opcja rezerwacji lotów z przesiadką. W praktyce jednak mamy do czynienia z rozwiązaniem, które bardziej przypomina sprytne narzędzie sprzedażowe niż realną usługę transferową.

„Samodzielny transfer” – co to właściwie oznacza?
Sednem Wizz Link jest możliwość kupienia dwóch (lub więcej) oddzielnych biletów w jednej transakcji. System wyszukuje połączenia w siatce przewoźnika i pokazuje je jako jedną podróż – z czasem przesiadki i lotniskiem tranzytowym. Brzmi wygodnie? Tylko pozornie. W rzeczywistości pasażer musi samodzielnie przejść cały proces przesiadkowy: odebrać bagaż rejestrowany, nadać go ponownie, przejść kontrolę bezpieczeństwa i odprawę na kolejny lot. Każdy odcinek podróży funkcjonuje niezależnie – także pod względem wiz, dokumentów czy zasad wejścia na pokład. To zasadnicza różnica względem linii tradycyjnych, gdzie cała podróż objęta jest jednym biletem, a odpowiedzialność za ewentualne zakłócenia spoczywa na przewoźniku.
Ochrona ConnectSure – realna pomoc czy marketing?
Aby złagodzić obawy podróżnych, Wizz Air dorzuca opcję ubezpieczenia transferu – ConnectSure lub ConnectSure Plus. Polisa obejmuje sytuacje takie jak opóźnienie pierwszego lotu, które uniemożliwi dalszą podróż, czy odwołanie któregoś z odcinków. W teorii linia pomaga wtedy w zmianie rezerwacji lub zwrocie kosztów. W praktyce limity świadczeń są ograniczone – np. nocleg do 100 euro w tańszym wariancie i 200 euro w droższym. To kwoty, które w wielu europejskich miastach mogą nie pokryć realnych wydatków.
Przeczytaj też: Nie latasz, bo wierzysz w te mity? 5 podróżniczych przekonań, które dawno przestały być prawdą
Historia pokazuje ryzyko
Sceptycyzm wobec usługi nie bierze się znikąd. W przeszłości przewoźnik zawieszał niektóre trasy – m.in. z Abu Zabi na Sri Lankę czy Malediwy – pozostawiając pasażerów z wykupionymi pierwszymi odcinkami podróży i dodatkowymi kosztami na miejscu – przypomina portal fly4free.pl. W modelu „samodzielnego transferu” ryzyko takich sytuacji spada głównie na podróżnego.
Przeczytaj też: 10 nowych połączeń z Polski: Wizz Air stawia na różnorodność – od zimowych kurortów po śródziemnomorskie plaże
Nowa usługa Wizz Link hit czy kit?
Wizz Link może być przydatny jako wyszukiwarka kombinacji lotów w ramach jednej siatki połączeń. Trudno jednak mówić o prawdziwej rewolucji w podróżach przesiadkowych. Brak jednego biletu, pełnej odpowiedzialności przewoźnika i automatycznej obsługi transferu sprawia, że usługa bardziej imituje połączenia legacy niż faktycznie je oferuje. Dla doświadczonych podróżników może to być opcja do rozważenia. Dla reszty – rozwiązanie, do którego lepiej podchodzić z dużą ostrożnością.
