
Tropikalne wyspy-widmo. Wyobraź sobie archipelag, gdzie rafy koralowe tętnią życiem jak nigdzie indziej, gdzie tysiące ptaków wypełniają niebo, a woda jest tak przezroczysta, że wydaje się świecić od środka. Miejsce stworzone dla turystów – a jednak całkowicie dla nich zamknięte. Chagos to jeden z ostatnich tajemniczych zakątków planety, gdzie natura odzyskała swoje prawa. Problem w tym, że stało się to kosztem ludzi, którzy tam mieszkali. Dziś te wyspy są przedmiotem dyplomatycznej wojny między mocarstwami, a ich przyszłość pozostaje zagadką.

Tropikalne wyspy-widmo
Żeby legalnie odwiedzić Chagos, trzeba mieć specjalne zezwolenia, przejść badania lekarskie, wykupić ubezpieczenie od wraków – i oczywiście przepłynąć ocean. Maksymalny pobyt? Cztery tygodnie. To jedno z najbardziej odizolowanych miejsc na Ziemi. W 1965 roku Wielka Brytania oddzieliła Chagos od swojej kolonii Mauritius i sprzedała wyspy za 3 miliony funtów. Rok później rozpoczęła się przymusowa deportacja wszystkich mieszkańców. USA i Wielka Brytania chciały zbudować tajną bazę wojskową na największej wyspie, Diego Garcia. Około 2000 osób wsadzono na statki i wywieziono na Mauritius i Seszele – często bez pieniędzy, mieszkania czy dokumentów. Wielu zmarło w nędzy.
Bitwa o przyszłość – bez głosu mieszkańców
Po deportacjach wioski zamieniły się w dżunglę. W 2010 ogłoszono utworzenie morskiego rezerwatu – Chagos stał się ekologicznym sukcesem. Tylko że ten „sukces” wymazał ludzkie historie. W 2025 Wielka Brytania zgodziła się przekazać wyspy Mauritiusowi, zachowując bazę wojskową na 99 lat. Ale w styczniu 2026 Donald Trump nazwał to „aktem wielkiej głupoty” i zablokował umowę. Jak podaje BBC, negocjacje nadal trwają.
Przeczytaj też: Nie latasz, bo wierzysz w te mity? 5 podróżniczych przekonań, które dawno przestały być prawdą
Raj, który wciąż pozostaje poza zasięgiem swoich prawdziwych właścicieli. A zdjęcie białych plaż i błękitnej wody nie pokazuje wymazanych nazwisk na cmentarzu ani głosów nieobecnych w negocjacjach rdzennych mieszkańców wyspy.
