
Brytyjski rząd musiał odwołać lot deportacyjny. Imigrant znalazł sposób, aby go uziemić – Niektórzy odmawiają wejścia na pokład. Inni grożą awanturą — i dostają za to pieniądze. Ale to, co zrobił skazany przestępca tuż przed czwartkowym lotem deportacyjnym, zaskoczyło nawet urzędników Home Office.
Brytyjski rząd musiał odwołać lot deportacyjny. Imigrant znalazł sposób, aby go uziemić
Brytyjski Home Office został zmuszony do odwołania lotu deportacyjnego po tym, jak pochodzący z Egiptu przestępca połknął baterię litową z e-papierosa. Do incydentu doszło w czwartek, tuż przed planowanym wejściem mężczyzny na pokład czarterowego samolotu.
Jak ustalił dziennik The Guardian, Egipcjanin przebywał w izolowanym areszcie deportacyjnym, gdzie otrzymał e-papierosa. Baterię z urządzenia wyciągnął i połknął. Nie był to jego pierwszy tego rodzaju manewr — według źródeł Home Office już wcześniej sabotował próby deportacji z Wielkiej Brytanii.
Przeczytaj także: Wielka Brytania oferuje 3000 GBP za dobrowolne opuszczenie Wysp. Program dotyczy także Polaków
Mężczyzna został przewieziony do szpitala, opatrzony i ponownie osadzony w aresztcie. Planowana trasa lotu zakładała przelot czarterem do Albanii, a stamtąd — kolejnym samolotem do Egiptu. Drugi odcinek podróży odwołano. Sam lot do Tirany odbył się zgodnie z planem — na pokładzie znajdowali się inni deportowani.
Home Office poinformował, że wspiera dochodzenie wewnętrzne firmy Mitie — prywatnego podwykonawcy odpowiedzialnego za organizację deportacji. Rzecznik Mitie przekazał, że „incydent jest badany” i że „na tym etapie nic nie wskazuje na naruszenie procedur”. Ani koszt odwołanej operacji, ani termin kolejnej próby deportacji nie zostały podane do wiadomości.
Nie pierwszy taki przypadek
Incydent z baterią nie jest odosobnionym przypadkiem sabotowania procedur deportacyjnych w Wielkiej Brytanii. W ubiegłym roku opinię publiczną zbulwersowała sprawa Hadusa Kebatu — imigranta skazanego w UK za przestępstwa seksualne, którego przez pomyłkę wypuszczono z więzienia. Gdy w końcu przygotowano jego deportację do Etiopii, Kebatu zagroził, że zakłóci przebieg lotu. Home Office zdecydował się wypłacić mu 500 funtów, aby ten wsiadł do samolotu bez awantur. Rząd argumentował, że alternatywą byłby „wolniejszy i droższy proces”. Konserwatyści nazwali decyzję „absolutną hańbą”.
Osobnym problemem pozostaje skala dobrowolnych powrotów finansowanych z budżetu państwa. W ciągu czterech lat Wielka Brytania wydała na ten cel 53 miliony funtów — w ramach programu oferującego imigrantom do 3000 funtów za samodzielne opuszczenie kraju. W 2024 roku z oferty skorzystało 6799 osób, trzykrotnie więcej niż w 2022 roku.
Z kolei w tym tygodniu media ujawniły, że rząd wypłacił łącznie około pół miliona funtów odszkodowań imigrantom, którym straż graniczna skonfiskowała telefony komórkowe — uznając to za naruszenie prawa do prywatności.
Deportacje rosną, ale system wciąż kuleje
Home Office podkreśla, że od czasu objęcia władzy przez laburzystów liczba deportacji zagranicznych przestępców — w tym skazanych za morderstwa i gwałty — wzrosła o 32 procent. Łącznie wydalono z kraju ponad 8700 osób.
Jednocześnie styczeń 2026 roku przyniósł najniższą od 2021 roku liczbę nielegalnych przepraw przez kanał La Manche małymi łodziami. Spadek wiązany jest jednak przede wszystkim ze sztormową pogodą — w tym ze skutkami burzy Chandra — a nie ze skutecznością polityki migracyjnej rządu Keira Starmera – podaje portal GBNews.de.
Sprawa połkniętej baterii pokazuje, z jakimi wyzwaniami mierzy się brytyjski system deportacyjny — nawet wtedy, gdy decyzja o wydaleniu już zapadła, a samolot czeka na pasie startowym.
