
Jeszcze niedawno Wielka Brytania kojarzyła się z długimi godzinami pracy, ambicją i wyścigiem po sukces. Dziś ten obraz szybko się rozpada. Bez protestów i głośnych debat kraj zmienia się w państwo skróconych etatów, długich weekendów i coraz wcześniejszego „wylogowywania się” z obowiązków. To, co dla jednostek bywa wygodne, dla gospodarki może okazać się katastrofą.

Naród pracuje coraz krócej
Statystyki nie pozostawiają złudzeń. Średni czas pracy w Wielkiej Brytanii spadł o ponad dwie godziny tygodniowo w porównaniu z początkiem XXI wieku. W praktyce oznacza to ubytek pracy równoważny zniknięciu około 1,7 miliona pracowników z rynku. Coraz więcej osób decyduje się na krótszy tydzień pracy lub rezygnację z dodatkowych godzin. Najbardziej niepokojące jest jednak to, kto skraca czas pracy najszybciej. Są to osoby najlepiej wykształcone i najlepiej zarabiające. Wśród 10 procent najwyżej opłacanych Brytyjczyków średni tydzień pracy skrócił się z48 do 44 godzin. Zamiast napędzać wzrost gospodarczy, liderzy biznesu i specjaliści coraz częściej wybierają wolny czas.
Przeczytaj też: Duże zmiany na rynku najmu w Wielkiej Brytanii. Najemcy się cieszą, ale właściciele nie kryją obaw
W Wielkiej Brytanii praca przestaje się opłacać
Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź kryje się w systemie podatkowym. Zamrożone progi podatkowe sprawiają, że kolejne osoby wpadają w wyższe stawki. Po przekroczeniu dochodu 100 tysięcy funtów pojawiają się dodatkowe obciążenia – ograniczenia ulg, świadczeń rodzinnych i niekorzystne zasady oszczędzania emerytalnego. Dla wielu dodatkowa praca oznacza niewielki zysk lub wręcz brak sensu ekonomicznego.
Przeczytaj też: Cios dla pracujących w Wielkiej Brytanii. Od 2026 roku wzrośnie wiek emerytalny
Brytyjska gospodarka traci energię
Mniej przepracowanych godzin to nie tylko niższa produkcja i mniejsze wpływy do budżetu. To także utrata dynamiki, ambicji i innowacyjności, które powstają tam, gdzie ludzie są gotowi się starać i rywalizować – pisze The Telegraph. Jeśli Wielka Brytania nie zmieni bodźców i nie sprawi, że praca znów będzie się opłacać, może utknąć w stanie powolnego, choć komfortowego, schyłku. Wolny czas rośnie, ale cena tej wygody może okazać się bardzo wysoka.
