
Ujawniono prawdę o liczebności brytyjskiej armii – Wielka Brytania stoi przed poważnym problemem kadrowym w siłach zbrojnych. Najnowsze dane pokazują, że mimo intensywnej kampanii rekrutacyjnej liczba żołnierzy wzrosła w ciągu roku zaledwie o… 240 osób. Eksperci ostrzegają, że brytyjska armia jest dziś najmniejsza od czasów epoki napoleońskiej, a kraj może nie być gotowy na ewentualny konflikt. The Telegraph ujawnia szczegóły, które ponownie rozgrzały debatę o bezpieczeństwie państwa.

Ujawniono prawdę o liczebności brytyjskiej armii
Najnowsze dane Ministerstwa Obrony pokazują, że liczba tzw. „regulars”, czyli pełnoetatowych żołnierzy, osiągnęła 137 100 osób. Rok wcześniej było ich 136 860, co oznacza symboliczny wzrost o 240 osób. Sytuacja wygląda jeszcze poważniej, gdy spojrzymy na realną gotowość bojową. W armii służy 74 270 osób, ale tylko 70 300 ukończyło pełne szkolenie i może zostać wysłanych na front. To ponad tysiąc mniej niż rok temu – podaje The Telegraph.
W liczbach spadki są widoczne we wszystkich grupach. W pełni wyszkolonych oficerów jest 11 900 (o 100 mniej niż rok wcześniej), a liczba wyszkolonych żołnierzy niższego stopnia spadła o 950, do 58 400.
Według wojskowych źródeł to „najmniejsza liczba w pełni gotowych żołnierzy od ponad 200 lat”. Odwołują się przy tym do roku 1803, gdy – tuż przed wojnami napoleońskimi – armia liczyła 67 tys. ludzi.
Sytuację krytykuje m.in. emerytowany pułkownik Hamish de Bretton-Gordon. Jego zdaniem Wielka Brytania nie dysponuje liczbą żołnierzy, która mogłaby skutecznie odstraszać Władimira Putina. – Wszystko zostało obcięte do kości. Ludzie, którzy pozostali, pracują ponad siły. Mamy naprawdę poważny problem – powiedział.
Przeczytaj także: Najbezpieczniejsze kraje w Europie na wypadek wybuchu III wojny światowej. Nowy ranking
Rządzący Partii Pracy zadeklarowali, że do 2029 roku podniosą liczebność armii do 76 tysięcy pełnoetatowych żołnierzy. Jednak eksperci uznają ten cel za „niewystarczający”, a sami wojskowi określają go jako „bonkers” – kompletnie nierealistyczny.
Problemy dotyczą nie tylko liczby żołnierzy, lecz także jakości szkolenia. W Royal Navy i RAF również spadła liczba w pełni wykwalifikowanych specjalistów: do odpowiednio 27 820 i 27 560. Choć ogólna liczba personelu w tych formacjach delikatnie wzrosła, nie przekłada się to na gotowość operacyjną.
Rząd od lat próbuje zatrzymać żołnierzy w służbie
Wprowadzono premie za pozostanie w armii: do 30 tys. funtów dla inżynierów lotniczych oraz 8 tys. dla szeregowych i kaprali. Złagodzono też regulacje, w tym zniesiono stuletni zakaz noszenia brody, co miało ułatwić rekrutację młodych. Jednak efekty są słabe: po 6-procentowej podwyżce w 2023 r. armia i tak straciła ponad 15 tysięcy żołnierzy.
Jak informuje The Telegraph raport komisji obrony Izby Gmin ostrzega, że kraj działa w „ślimaczym tempie”, nie nadążając za rosnącymi zagrożeniami ze strony Rosji i Chin. Według posłów Wielka Brytania nie wypełnia zobowiązań NATO dotyczących zdolności do odparcia ataku.
W środowym budżecie kanclerz Rachel Reeves zapowiedziała znaczący wzrost wydatków socjalnych – koszt dla podatników: 16 mld funtów – oraz wzrost podatków o 26 mld. Jednak na obronę nie przewidziano żadnych nowych środków. Tymczasem w budżecie Ministerstwa Obrony na lata 2025–2026 brakuje 2 mld funtów, co może oznaczać kolejne cięcia. Jednocześnie pojawia się coraz więcej sygnałów, że zagrożone są ważne programy militarne, m.in. zakup samolotu E7 Wedgetail czy modernizacja floty zwiadowczej Shadow.
Downing Street deklaruje jednak, że rząd nie rozważa powrotu do poboru. – Najlepszą formą obrony kraju są profesjonalne siły zbrojne złożone z osób, które same wybierają tę służbę – zapewnił rzecznik Ministerstwa Obrony cytowany przez The Telegraph.
