
Rosja wściekła po słowach brytyjskiego ministra. Napięcie Londyn–Moskwa rośnie – Słowa brytyjskiego ministra obrony Johna Healeya, wypowiedziane podczas wizyty w Kijowie, wywołały gwałtowną reakcję Rosji i szybko obiegły światowe media. Polityk stwierdził, że gdyby miał taką możliwość, zatrzymałby Władimira Putina i postawił przed sądem. Wypowiedź padła w momencie nasilonych rosyjskich ataków na Ukrainę i stała się kolejnym punktem zapalnym w napiętych relacjach między Londynem a Moskwą.

Brytyjski minister obrony: „Zatrzymałbym Putina”
W rozmowie z ukraińskim portalem The Kyiv Independent Healey został zapytany, którego światowego przywódcę chciałby „porwać”, gdyby mógł. Odpowiadając na to pytanie, brytyjski minister wyraźnie zmienił jego sens, mówiąc, że „wziąłby Putina w areszt” i doprowadził do jego postawienia przed sądem za zbrodnie wojenne popełnione podczas rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
Healey nawiązał do tego, co zobaczył w Buczy, oraz do doniesień o ukraińskich dzieciach wywożonych z okupowanych terytoriów Ukrainy do Rosji. Jak zaznaczył, obrazy zniszczonych miast i relacje ofiar rosyjskiej agresji miały dla niego silny, osobisty wymiar. Jego słowa padły w czasie, gdy Rosja kontynuowała ataki rakietowe na ukraińskie miasta, a sytuacja na froncie pozostawała wyjątkowo napięta. Wypowiedź brytyjskiego ministra szybko została podchwycona przez media w Europie i poza nią.
Nakaz MTK i stanowisko Londynu
Brytyjski minister obrony powiązał swoją wypowiedź z nakazem aresztowania wydanym w 2023 roku przez Międzynarodowy Trybunał Karny wobec Władimira Putina. MTK zarzuca rosyjskiemu prezydentowi m.in. bezprawną deportację ukraińskich dzieci z terenów objętych okupacją. Healey podkreślił, że jego zdaniem Putin jest osobą, która powinna zostać powstrzymana i rozliczona na arenie międzynarodowej.
Wielka Brytania jest stroną Statutu Rzymskiego, na podstawie którego działa Międzynarodowy Trybunał Karny, i formalnie zobowiązuje się do współpracy z tym organem. Londyn od początku rosyjskiej inwazji konsekwentnie deklaruje poparcie dla międzynarodowych dochodzeń dotyczących zbrodni wojennych popełnionych na terytorium Ukrainy.
Rosja wściekła po słowach brytyjskiego ministra. Napięcie Londyn–Moskwa rośnie
Reakcja Rosji na słowa brytyjskiego ministra była niemal natychmiastowa. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa, komentując wypowiedź Healeya w rosyjskiej telewizji, określiła ją jako „obsceniczne fantazje brytyjskich dewiantów” – informuje portal GBNews.com. Moskwa konsekwentnie zaprzecza zarzutom dotyczącym deportacji ukraińskich dzieci i utrzymuje, że działania te miały – według rosyjskich władz – charakter „humanitarny”.
Rosyjscy przedstawiciele przypomnieli również, że Rosja nie jest stroną Statutu Rzymskiego i nie uznaje jurysdykcji Międzynarodowego Trybunału Karnego. Zacharowa stwierdziła, że tego rodzaju wypowiedzi zachodnich polityków są nieodpowiedzialne i mogą prowadzić do dalszej eskalacji napięć między Rosją a Zachodem. Język użyty przez rosyjskie MSZ pokazuje skalę obecnej konfrontacji dyplomatycznej z Londynem.
Przeczytaj także: Ujawniono prawdę o armii Wielkiej Brytanii. Poruszenie wśród ekspertów
Międzynarodowy kontekst i napięcia dyplomatyczne
Wypowiedź Healeya pojawiła się w szerszym kontekście międzynarodowych sporów dotyczących odpowiedzialności przywódców państw za naruszenia prawa międzynarodowego. Rosja w ostatnich miesiącach wielokrotnie krytykowała działania Stanów Zjednoczonych wobec Wenezueli, określając je jako naruszenie suwerenności tego kraju i ostrzegając przed tworzeniem niebezpiecznych precedensów.
Na tym tle w Moskwie umacnia się przekonanie, że ostre deklaracje zachodnich polityków nie są jedynie retoryką, lecz mogą sygnalizować twardsze podejście wobec Rosji. Kreml regularnie ostrzega, że takie stanowiska mogą mieć konsekwencje dla bezpieczeństwa w Europie i stabilności międzynarodowej.
Kolejny punkt zapalny
Od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę Wielka Brytania należy do najbardziej zdecydowanych sojuszników Kijowa, zarówno pod względem wsparcia militarnego, jak i politycznego. Słowa Johna Healeya wpisują się w tę twardą linię Londynu wobec Kremla, jednocześnie podnosząc temperaturę sporu dyplomatycznego. Rosyjskie media szeroko relacjonowały jego wypowiedź, przedstawiając ją jako kolejny przykład „wrogiej retoryki” Zachodu wobec Moskwy.
