
Koniec darmowych muzeów w Anglii? Zagranicznych turystów czekają opłaty – Bezpłatny wstęp do narodowych muzeów i galerii w Anglii obowiązuje od 2001 roku. Wprowadził go rząd Tony’ego Blaira, a efekt przeszedł oczekiwania — w ciągu pierwszego roku liczba odwiedzających wzrosła średnio o 70 procent. W Victoria and Albert Museum podwoiła się. Dziś cztery z pięciu najchętniej odwiedzanych atrakcji turystycznych w Wielkiej Brytanii to muzea z darmowym wstępem. Po 25 latach ten model może się skończyć — przynajmniej dla gości z zagranicy.

Koniec darmowych muzeów w Anglii? Zagranicznych turystów czekają opłaty
26 marca minister kultury Lisa Nandy ogłosiła, że rząd przyjmuje zalecenia z raportu baronessy Margaret Hodge, byłej posłanki Partii Pracy. Hodge przeprowadziła niezależny przegląd działalności Arts Council England — instytucji odpowiedzialnej za finansowanie kultury w Anglii — i zaproponowała między innymi, by muzea narodowe zaczęły pobierać opłaty od zagranicznych turystów.
Konkretna stawka nie została jeszcze ustalona. Z informacji „Financial Times” wynika, że bilet mógłby kosztować od 15 do 20 funtów (około 75–100 złotych). Dla porównania: wstęp do Luwru kosztuje dziś do 32 euro po tegorocznej podwyżce o 45 procent dla turystów spoza Europy. Bilet do nowojorskiego Metropolitan Museum of Art to 30 dolarów, do madryckiego Prado — 15 euro.
Hodge zaproponowała, by z opłat zwolnić dzieci i obcokrajowców na stałe mieszkających w Wielkiej Brytanii.
Przeczytaj także: Nowa atrakcja Londynu. Trasa spacerowa po dachu Alexander Palace już otwarta
Dlaczego akurat teraz
Powód jest prozaiczny: publiczne finansowanie kultury w Anglii od lat się kurczy. Dotacje rządowe nie nadążają za rosnącymi kosztami utrzymania budynków, konserwacji zbiorów i organizacji wystaw. Dyrektorzy angielskich muzeów od dawna z zazdrością patrzą na wpływy z biletów w Luwrze czy Metropolitan Museum.
Zagraniczni turyści stanowią przy tym bardzo dużą część odwiedzających. W roku finansowym 2023–2024 piętnaście największych muzeów i galerii w Anglii przyjęło 17,5 miliona gości z zagranicy. To 43 procent wszystkich wizyt. Ci goście korzystają z bezpłatnej oferty, wnosząc do budżetów instytucji jedynie dobrowolne datki i zakupy w muzealnych sklepach.
Problem z dokumentami
Jest jednak poważny warunek. Aby odróżnić turystę od mieszkańca, potrzebny jest system weryfikacji tożsamości. Hodge zastrzegła to wyraźnie: opłaty dla cudzoziemców należy wprowadzić dopiero wtedy, „gdy dowody tożsamości staną się normą”.
Tymczasem w Wielkiej Brytanii noszenie dokumentu tożsamości nie jest obowiązkowe. Około połowy osób z najuboższych grup społecznych nie nosi przy sobie żadnego dowodu na co dzień. Rząd Partii Pracy wycofał się w styczniu z projektu powszechnego cyfrowego dowodu tożsamości — czyli z narzędzia, które miało ten problem rozwiązać.
Bez niego weryfikacja przy wejściu do muzeum staje się logistycznie bardzo trudna. Krytycy ostrzegają, że system dwóch cen może prowadzić do sytuacji, w których sami Brytyjczycy bez dokumentów będą odsyłani od kas.
Przeczytaj także: Nie popełniaj tych błędów w Londynie. Turyści wpadają w te same pułapki
Środowisko podzielone
Opinie w środowisku muzealnym są podzielone. Dyrektor jednego z dużych londyńskich muzeów powiedział w rozmowie z „Financial Times”, że pomysł jest „bardzo rozsądny”, bo w warunkach stale malejących dotacji dotychczasowy model po prostu się nie sprawdza.
Innego zdania jest Tristram Hunt, dyrektor Victoria and Albert Museum, który oświadczył, że jego instytucja „nie jest zainteresowana” pobieraniem opłat od zagranicznych gości. Jeszcze dosadniej wypowiedziała się odchodząca dyrektorka Tate Maria Balshaw: „Co to mówi ludziom z całego świata, jeśli stwierdzamy: mamy wasze zbiory, ale za oglądanie ich każemy wam płacić?”.
W przypadku British Museum ten argument nabiera szczególnej ostrości. Znaczna część tamtejszej kolekcji — od egipskich mumii przez fryzy Partenonu po brązy z Beninu — pochodzi z krajów, które od lat domagają się zwrotu tych zbiorów.
Alison Cole, dyrektorka ośrodka analitycznego Cultural Policy Unit, ostrzega natomiast, że opłaty mogą przynieść skutek odwrotny od zamierzonego. Jeśli turyści w i tak drogim Londynie będą zmuszeni wybierać między płatnymi atrakcjami, muzea mogą na tym stracić więcej, niż zyskają.
Przeczytaj także: Miliony turystów nie mogą się mylić. To muzeum podbiło Wielką Brytanię
Alternatywa: podatek od noclegów
Wiele instytucji — w tym Art Fund, największa brytyjska organizacja charytatywna wspierająca muzea — wskazuje na inne rozwiązanie: podatek turystyczny doliczany do rachunku hotelowego.
Londyn już planuje wprowadzenie takiej opłaty. Według szacunków Cultural Policy Unit mogłaby ona przynieść ponad 350 milionów funtów rocznie w samej stolicy i 1,2 miliarda w skali kraju. Część tych pieniędzy trafiałaby do muzeów.
Z badań Art Fund wynika, że 72 procent Brytyjczyków popiera właśnie taki model — podatek turystyczny zamiast biletów przy drzwiach.
Światowy trend
Francja w tym roku podniosła ceny biletów do Luwru o 45 procent dla turystów spoza UE. Stany Zjednoczone od stycznia 2026 roku pobierają dodatkowe 100 dolarów od osoby od zagranicznych turystów w jedenastu najpopularniejszych parkach narodowych.
Widać wyraźną tendencję: kraje z kosztownymi w utrzymaniu instytucjami kultury szukają sposobów, by zagraniczni goście w większym stopniu partycypowali w kosztach ich funkcjonowania.
Decyzja w sprawie angielskich muzeów narodowych ma zapaść do końca roku. Warto podkreślić: propozycja wprowadzenia opłat dotyczy wyłącznie Anglii. Kultura jest w Wielkiej Brytanii kompetencją zdecentralizowaną — Szkocja, Walia i Irlandia Północna mają własne rady ds. sztuki i prowadzą odrębną politykę muzealną. Na razie nic nie wskazuje, by planowały podobne zmiany.
